fot. lama2004 -http://www.sxc.hu/photo/1369327

Młodzież i marihuana.

Dodano 20.02.2013

Chciałabym dzisiaj dotknąć dość przykry i delikatny temat. Mianowicie poruszaną we wszelkich mediach, ze względu na swój tragizm, historię Stasia Fryczkowskiego. Samobójcza śmierć 16-letniego chłopca zawsze będzie wstrząsającą informacją. Jeśli do tego dodać, że owa śmierć miała miejsce w Wigilię Bożego Narodzenia, tuż przed rodzinną kolacją – ukłucie żalu dodatkowo wzrośnie. To wtedy właśnie ludzie zaczynają zadawać sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego osoba tak młoda targnęła się na swoje życie? Co ją do tego popchnęło? Owszem, dojrzewanie to poważna sprawa, jednak jak poważne problemy może mieć chłopiec w tak młodym wieku? Szkoła? Koledzy i koleżanki? Zawód miłosny? Na litość, każdy z nas to przechodził a nie  każdy usiłował się zabić.

W takim razie o co chodzi? Zdaniem matki – Anny Fryczkowskiej – wina leży w narkotykach. Dokładniej – marihuana zabiła jej syna. Opinię swoją wyrażała bardzo głośno w różnych wywiadach; w zasadzie w krótkim czasie po tragedii opanowała media. Czemu to ma służyć? Podobno chce przestrzec innych rodziców przed podobną tragedią i nawołuje do zerowego zaufania i regularnych kontroli swoich dzieci poprzez badanie moczu na obecność narkotyków. Głęboko współczuję pani Annie oraz jej bliskim, ale w tym szaleństwie nie ma metody. Żadnej. Dlaczego tak sądzę? Przyjrzałam się wielu wywiadom oraz artykułom traktującym o tej sprawie i proponuję zainteresowanym trzeźwe spojrzenie.

Po pierwsze należałoby się przyjrzeć najbliższej rodzinie oraz chłopcu. W wywiadzie dla Newsweeka matka otwarcie mówi, że Staś (jak się przyjęło pisać w mediach) miał problemy i chorował na depresję. Dodatkowo przyjmował silne leki. Nie zamierzam wnikać w to, dlaczego tak młoda osoba, nie mająca powodów do większych problemów, miała depresję. Jednakże bardzo zaskoczyła mnie reakcja siostry oraz matki, gdy znalazły nieprzytomnego chłopca. Siostra weszła do pokoju brata z prośbą, aby pomógł w przygotowaniu posiłków. Zastała go wiszącego na pasku przyczepionym do klamki od szafy. Co zrobiła? Zamiast wybiec z wrzaskiem do kuchni, jak każde normalne dziecko by zrobiło, spokojnie zdjęła bratu pętlę z szyi, położyła go na podłodze i wróciła do kuchni, gdzie stoicko poinformowała matkę, że chyba coś się stało. Matka natomiast zamiast ruszyć biegiem do pokoju, krzyczeć i szarpać syna, początkowo myślała, że ten udaje, bo zdarzało mu się to wcześniej. Pytam się: czy takie zachowania są normalne w prawidłowo funkcjonującej rodzinie..?

Przez pewien czas zastanawiałam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy jestem mało wrażliwa, czy może jednak te wszystkie wywiady były próbą zrzucenia z siebie winy? Z mojej wiedzy na temat marihuany, wywołuje ona głębokie poczucie relaksu i pobudzenie wyobraźni, a nie stany lękowe, jak zostało to przedstawione w wywiadzie. Szczęśliwie dla mnie, po kilku tygodniach sięgnęłam dla odmiany do Przekroju. Trafiłam na numer, w którym wiele artykułów odnosiło się do poruszanej przeze mnie sprawy. I ponownie uwierzyłam w ludzi. Uwierzyłam, bo autorzy patrzyli na sprawę trzeźwo i obiektywnie, a nie z pełnym współczuciem przyjmowali każdą mylącą informację. Podważali kilka stwierdzeń pani Anny, jakoby to marihuana była „winna” śmierci syna, zwracali uwagę na fakt, że chłopiec miał poważne problemy i że może to przez nie targnął się na życie, a nie przez środek, który pozwala „wrzucić na luz”. Dostrzegają tam popadanie w lekką paranoję, zapewne spowodowane wielką stratą oraz poczuciem winy. Jednakże nawoływania, aby regularnie kontrolować swoje dzieci i badać im mocz, to już duża przesada. Przesada owa jest tym bardziej widoczna, że pani Fryczkowska nadal zamierza badać swoją córkę, która widziała śmierć brata. To się nazywa totalnym brakiem zaufania – matka uważa, że „po tym, co [córka] widziała, nigdy nie będzie brać”. Jednak mimo wszystko biedna dziewczyna nie zasługuje na odrobinę wolności i będzie regularnie kontrolowana, jak zbrodniarz. Szczerze jej współczuję.

Prawdziwy problem nie leży w używkach, ale w atmosferze panującej w domu, oraz w sile charakteru (lub jej braku) u młodzieży. Staś najwyraźniej nie miał sił walczyć z tym światem - nie z perspektywy, z której na niego patrzył i z jakiej go widział. Jednak zrzucanie całej winy na marihuanę, po którą najprawdopodobniej sięgał, aby było lepiej, nie jest rozwiązaniem.

 

Źródła artykułów:

Newsweek - Niczego nie widzieliśmy

Przekrój - Narkohisteria


Migawka

Zarejestrowała/a się: 08.01.2013

Artykuły: 4

Zobacz profil »

Zgłoś nadużycie

Komentarze {5}

Zaloguj się lub załóż konto aby móc komentować.
Możesz również dodać komentarz ze swojego konta na facebooku.

Gość

29.06.2017

Rodzinie można tylko współczuć. Matka próbuje znaleźć jakikolwiek powód samobójstwa, ażeby ona sama mogła tę sytuację jakoś przetrwać. Skoro syn codziennie palił marichuanę, to zainteresowany rodzic na pewno by to zauważył. To są skutki pogoni za pieniądzem i karierą... rodzina schodzi wtedy na dalsze tory.

Artes Liberales

28.02.2013

Depresja...phi! Dzieciakom się poprzewracało się w głowach w dzisiejszych czasach..Kiedy ja byłem młody to nikt by nie pomyślał że powodem całej tej sytuacji jest depresja.

Styczeń

21.02.2013

Droga Aleksandro. Być może nie zrozumiałaś mojej intencji, a być może ja się nieprecyzyjnie wypowiedziałam. Chodziło mi o to, że skoro osoba tak młoda miała depresję to problem był o wiele głębszy niż "wina" narkotyków. Nie chodziło mi o to, że nie jest to problem, ani, że ta depresja to był jakiś wymysł. Jedynie o to, że jeżeli osoba tak młoda ma TAKIE powody, aby wpadać w depresję, to wina leży gdzieś w "ognisku domowym" i sposobie jego prowadzenia (podejście do dzieci, słowa jakie się do nich kieruje lub ich brak). Kitsune: mi dokładnie o ten brak (prawidłowego) kontaktu z dzieckiem chodziło. Bo gdyby on był, to nie pojawiłaby się depresja. A w sprawie legalizacji, masz absolutną rację! Gdyby państwo miało monopol, nie byłoby szkodliwych domieszek i tym samym tragicznych skutków palenia "zioła". Mam nadzieję, że wyjaśniłam niejasności: nie ganiam, ani nie "atakuję" chłopca, który stał się ofiarą. Ja wzbraniam się przed tak prostym wyjaśnieniem tej tragedii...

Migawka

20.02.2013

Zgadzam się z Aleksandrą... Nie należy nigdy umniejszać problemów innych. Coś co dla nas jest błahostką, dla innej osoby może być tragedią... Powinniśmy być tolerancyjni i empatyczni dla rozchwianych młodych umysłów. W dodatku obecnie, niektórzy młodzi ludzie przeżyli więcej niż ich rodzice... Reakcja matki... zapewne obrona własna, zrzucenie winy na narkotyki, oczyszczenie... Jednak nic nie wytłumaczy jej ewidentnego braku kontaktu z dzieckiem! Kobieta nigdy nie wchodziła do pokoju syna (nastolatka!) by nie łamać jego prywatności... Rozumiem, że grzebanie w rzeczach to przesada, ale jej zachowanie jest przegięciem w drugą stronę... Reakcja córki... czy normalna? A jaka reakcja na ŚMIERĆ bliskiej osoby z powodu SAMOBÓJSTWA jest adekwatna?! Szok, niedowierzanie, zaprzeczenie... robi swoje. Odnosząc się do narkotyków, podzielam zdanie autorki powyższego tekstu. Narkotyki były punktem zapalnym. Przelały czarę goryczy. Ale to samo spowodowałby alkohol, który jest całkowicie legalny! Chłopak miał problem, na który nie uzyskał odpowiedniej pomocy. Rozchwiany emocjonalnie, w depresji... Marihuana zwiększyła jedynie objawy, przełamała pewne bariery i doszło do tragedii. I z całym szacunkiem, ale w tym momencie mogę jedynie stwierdzić, że LEGALIZACJA marihuany doprowadziłaby jedynie do tego, że towar byłby sprawdzony, bez domieszek, mocniejszego działania i uzależnienia. A domieszki robione na czarnym rynku bywają nawet śmiertelne. Pozdrawiam!

Kitsune

20.02.2013

Proponowałabym najpierw trochę poczytać o depresji wśród dzieci i młodzieży zanim napisze się pogardliwie "dlaczego tak młoda osoba, nie mająca powodów do większych problemów, miała depresję". Depresja coraz częściej dotyka młodych ludzi i jest to ogromny problem, którego nasze państwo jakby nie widziało

Aleksandra

20.02.2013

Napisz swój artykuł

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Newsletter

Zaproś nas